Cześć, jestem Marta.
Twoja przewodniczka w rozszerzaniu diety dziecka, a także agentka specjalna od akcji „niejadek” i „słodyczożerca”.
Nie jestem tu po to, by ułożyć ci jadłospis idealny.
Powiem ci w sekrecie, że… taki jadłospis nie istnieje.
Jestem tutaj, by nauczyć cię karmienia dzieci. Bez skupiania się wyłącznie na kaloriach, zawartości witamin czy żelaza w diecie. Atmosfera i rozmowy przy stole, czy przyjemność płynąca z jedzenia też są ważne.
Pomogę ci sprawić, by wasze wspólne posiłki stały się wyczekanymi momentami w ciągu dnia. Bez gotowania kilku różnych obiadów, stresu ściskającego żołądek, namawiania do jedzenia, przekupstwa i frustracji.
Jaki jest mój przepis na sukces w karmieniu dzieci?
Zaczynam od składników bazowych…

I dodaję kilka przypraw
- Antyprzeszkodnik, bo każde dziecko chce jeść „dobrze”, ale czasem trzeba znaleźć i usunąć przeszkody.
- Lękobrak na rozbudzanie ciekawości i zmniejszanie lęku dzięki dopasowaniu formy posiłków do możliwości dziecka.
- Zmianobaw, by praca nad zmianą była świetną zabawą, a nie kolejną obawą.
- Akceptoczas, bo najbardziej na ostateczny efekt wpływa dodatek zrozumienia i cierpliwości.
Jak powstawał ten przepis?
Początek historii jest dość zwyczajny… Wszystko zaczęło się, kiedy na świecie pojawili się moi synowie.
Pracując jako programistka dla zagranicznego koncernu farmaceutycznego, przestałam odnajdywać się w moim dotychczasowym otoczeniu. Jako osoba szukającą najprostszych i najbardziej efektywnych rozwiązań, w podobny sposób podeszłam do macierzyństwa. Trochę zadaniowo, trochę wyzwaniowo, z wielkim dzbanem koktajlu ekscytacji i niepokoju (w zmiennych proporcjach) stojącym przy laptopie.
Zaczęłam rozgryzać temat i szybko zauważyłam, jak wiele sprzecznych informacji znajduję:
- Od czego rozpocząć rozszerzanie diety dziecka? Od jabłka, marchewki? W formie papki czy kawałka?
- Czy mogę już dodać cynamon do owsianki?
- Która ryba będzie najlepsza? Łosoś, dorsz, a może mintaj?

To był tylko wierzchołek góry lodowej, bo najtrudniejsze tematy okazały się być tymi ukrytymi w moim słownictwie czy nawykach, które chłopcy przyswajali podczas wspólnych posiłków. Zrozumiałam, że to tutaj toczy się gra o największą stawkę. To głównie od tego będzie zależało, czy moi synowie w wieku nastu lat pomiędzy chipsami a colą znajdą chęć na zjedzenie marchewki lub domowego gulaszu.
Ukończyłam psychodietetykę na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, a także studia podyplomowe „Poradnictwo dietetyczne” na Instytucie Żywności i Żywienia. Na podstawie wiedzy ze studiów, przeczytanych badań naukowych i książek, a także z mojego doświadczenia zaczął wyłaniać się przepis.
Przepis na sukces w karmieniu dzieci przypomina gotowanie rosołu. Każdy z nas ma swoją ulubioną wersję. Tak samo jest z moim przepisem na sukces w karmieniu. Indywidualnie dobrane składniki i proporcje sprawiają, że przepis jest dopasowany do rodziny, a nie odwrotnie.
Zapraszam cię do wspólnego „gotowania”.
Moje supermoce
Na koniec kilka faktów o mnie:
Mało kto wie, że: zaczęłam prowadzić samochód, kiedy moje prawo jazdy stało się pełnoletnie.
W swojej pracy najbardziej lubię: uczucie „gęsiej skórki”, kiedy słucham o postępach moich podopiecznych.
Moje wielkie marzenie: wakacyjna podróż kamperem.
Mój największy sukces: zorganizowanie Akcji Bezpieczne Kawałki, która pojawiła się także w Internecie, telewizji i w radio.
Niedzielna tradycja: naleśniki na śniadanie. Koniecznie z twarogiem i dżemem wiśniowym!
Przepis, nad którym najdłużej pracowałam: leniwe z tofu.
Najlepsza przeprowadzona „transformacja”: Luca — od „niejadka” do wielbiciela zup i kalmarów.
Najlepsza wielka decyzja: przeprowadzka z Warszawy na podtoruńską wieś i założenie warzywnika.